www.dnb.ubezpieczenia-ac.net

Pierwsze pożegnanie
Pierwsze pożegnanie z ringiem okazało się jednak zbyt pochopne. Tak jak wilka do lasu, marynarza na ocean, tak boksera ciągnie na riń"g. Fizycznie wciąż jeszcze czułem się doskonale. Zacząłem niedowierzać teorii o sprawności sportowca wyłącznie w młodzieńczych latach. Chyba miałem trochę racji w swych wątpliwościach, bo przecież Pietrzykowski i Szczepański znakomicie spisywali się na ringu także po ukończeniu trzydziestego roku życia. W dodatku odczuwałem pewien niedosyt, chciałem sprawdzić swoje własne możliwości. Zbliżały się Igrzyska Olimpij-.skie w Tokio, postanowiłem więc wrócić na ring. Sądzę, że dobrze uczyniłem. Czułem się, mimo przekroczenia „trzydziestki", wprost wspaniale. Na obozie przedolimpijskim w Cetniewie znalazłem potwierdzenie mojego dobrego samopoczucia. Lekarze i trenerzy przeprowadzili wśród zawodników różne sprawdziany. Okazało się, że u mnie wypadły najlepiej. Jednak, mimo zdobycia tytułu mistrza Polski i zwycięstwa nad Kasprzykiem, który był niezwykle trudnym dla mnie - tk wszyscy leworęczni - przeciwnikiem, na Igrzyska do To-:io nie pojechałem. To był drugi dla mnie, największy zawód W karierze boksera. Przestałem się martwić dopiero, gdy Kasprzyk zdobył złoty medal olimpijski. Walczyłem jeszcze do 1968 roku i mając 34 lata po raz ostatni zdobyłem tytuł mistrza Polski.
| |