www.dnb.ubezpieczenia-ac.net

W rok później zabrakło
W rok później zabrakło przed lokalnym meczem zawodnie ka wagi muszej. Poprosiłem trenera, aby mnie wystawił. - Za wątły jesteś - powiedział. Rozeźliłem się. Nie bałem się przecież żadnego przeciwnika. Trenowałem pilnie, kochałem boks, ale trenowałem też po to, by móc walczyć na ringu i mierzyć się z coraz silniejszymi przeciwnikami. Gdyby trener wiedział, ile wyrzeczeń kosztowały mnie te treningi... W domu byłem najstarszy, miałem jeszcze dwóch braci: dwa lata młodszego ode mnie Sergiusza i Jacka, który jeszcze raczkował. Zapracowana matka nakładała na mnie moc obowiązków. Jeśli chciałem pójść ną trening, nie mogłem wymigać się od żadnej roboty: drwa musiały być narąbane, garnki pozmywane, sprawunki załatwione... A już zgroza, jeśli ze szkoły przyniosłem złą notę: dwa tygodnie zakazu chodzenia na treningi murowane! Nie chciałem czekać dłużej na szansę. Błagałem trenera tak długo, aż się zgodził. Na wadze stanąłem mając w trampkach ołowiane wkładki po półtora kilograma. Bez nich ważyłem tylko 46 kilogramów. Walkę wygrałem. Reprezentanta wagi muszej nadal nie było, a klub miał rozegrać mecze z poważniejszymi przeciwnikami. Znów molestowałem trenera. - Nic z tego! - odparł stanowczo. - Chłopcze, spotkałbyś się z Arczyńskim i Przybyłowiczem! Oni nokautują!
| |