Wileński powiada, że kiedy ;
tych kryteriów przestała dostarczać religia,; artyści jęli rozpaczliwie dążyć I
do wytworzenia sztuki, której uzasadnieniem byłaby służba samejże sztuce. ;
Tale powstała w końcu koncepcja sztuki dla sztuki, a związane z nią poję-
cie piękna jest tylko imieniem własnym lęku przed próżnią - horror va-
cui - która otwarła się przed artystami, gdy umknął im spod nóg dawny
społeczny sens ich pracy. ' ^'
h) Sed contra. Najpierw wcale nie jest takie pewne, czy u ludów „pry-; mitywnych" nie istnieje sztuka dla sztuki. Plemiona Atutu (jak informuje Uoulnird.Adam) "rzeźbią różne przedmioty, .które nie mają żadnego*zastosowania praktycznego ani znaczenia religijnego, i w dnie świąteczne wydobywają je ze schowka, by im się z lubością przypatrywać. Zresztą jeśli nawet dzieła sztuki służą określonemu, pozaartystycznemu przeznaczeniu, to czyż nie służą mu poprzez fakt, że właśnie ich piękno działa na odbiorców i pozwala im obrazowo pojąć to, co dla nich ważne? Możemy śmiało posługiwać się tu terminem „piękno": wszak dzieła Fra Angelica, Tycjana, Rubensa czy Daumiera, jeśli działały religijnie, władczo lub bojowo, to tylko poprzez głębokie upodobanie, jakie wzbudzić potrafiły w widzu. Co więcej, dzieła te przetrwały funkcje, do jakich zostały stworzone, i cenimy je w dalszym ciągu (uważając nawet, że ta właśnie jjonądczasowosc jest dowodem ich wartości), choć nie interesuje nas Karol V czy Maria MedycejskaTlZachwycamy się ich pięknem. | |
|