www.dnb.ubezpieczenia-ac.net

Witkacy też miał oczy
Witkacy też miał oczy jak żbik i język giętki. Tak opisuje ojcu morze w upale tropików (1914): „Na tle nieba kawowego słońce zielonkawe, odbijające się w miedzianej wodzie seledynowymi iskrami." Wszystkie kolory są tu secesyjnie złamane i żaden nie odpowiada potocznym wyobrażeniom 0 barwie opisywanych przedmiotów: żar staje się cięższy, widmowy. Ale polszczyzna Witkacego, ta, którą znamy z powieści i dramatów, choć na równi z polszczyzną ojca „naturalna", swoiście bliska mowie potocznej 1 zarazem indywidualna, jest od ojcowskiej radykalnie odmienna. Jedną tylko jej cechę (i w ogóle cechę pisarstwa Witkacego) chciałbym tutaj uchwycić: puerylizm (od puer = chłopiec). Witkacy pisze trochę tak, jak rozmawiają z sobą piekielnie (używając ulubionego jego epitetu) inteligentni chłopcy przed i po maturze. Wyliczmy niektóre cechy tego stylu czy nawet tej postawy. Demonstracyjna erotyczność, kult siły fizycznej, bezwstydny snobizm. Niepohamowana zawiłość i abstrakcyjność wywodów filozoficznych, przeplatana raptem szalenie śmiesznymi i często nieprzyzwoitymi powiedzonkami i kalamburami w różnych językach, które ledwo wyszły z okresu wkuwania słówek i nie straciły jeszcze epatującej dziwności, są jednak opanowane na tyle dobrze, że można się nimi bawić, kpiąc w ten sposób z ludzi nie umiejących po francusku. Świeżość porównań i hipertrofia hiperboli, nakłuwanych raptem jakąś niesamowicie rzeczową uwagą. Wybuchowa drażliwość, impertynencka nonszalancja, szczerość zmieszana z pozerstwem. („Pozę na obojętność" - wytykał mu ojciec już w roku 1901: „jest szkodliwa - jiiMiiI mądrze - ponieważ odzwyczaja duszę odYzynnego objawiania się dobrych uczuć i prowadzi do ich obezwładnienia".)
| |